Oto subiektywny blog i videoblog literacki! Kto czyta, żyje podwójnie, więc dlaczego nie korzystać z tej szansy? Zapraszam na wspólną podróż do świata literatury! :)

piątek, 21 kwietnia 2017

"Mama kłamie" - Michel Bussi [Recenzja 88.]

Witam Was, jak zwykle, w piątkowe popołudnie, czas na kolejną blogową recenzję. Na moim blogu, jak wiecie przeplatają się wszystkie gatunki literackie. Tym razem znów mam dla Was coś kryminalnego i coś nietypowego, innego, niż zwykle. Niestety nie jestem całkowicie tą lekturą usatysfakcjonowany i ciągle nie do końca wiem, co o niej myśleć, dlatego przejdę może do rzeczy, a Wy oceńcie sami, czy książka Was zainteresowała, czy też nie. Przed Wami „Mama kłamie” francuskiego pisarza Michela Bussiego.


Vasile Dragonman, psycholog dziecięcy, w jednym z przedszkoli, gdzie pracuje, trafia na interesującą zagadkę. Malone, mały chłopiec, z którym pracuje Vasile, opowiada, że jego rodzice tak naprawdę nie są jego rodzicami, że miał kiedyś inną mamę i innego tatę. Przywołuje różne szczegóły ze swojego poprzedniego życia, choć nic nie wskazuje na to, żeby mógł mówić prawdę. Skąd więc wzięły się u niego te wspomnienia? Jakim cudem tak małe dziecko potrafi przypomnieć sobie fakty sprzed wielu miesięcy? No i jak długo jeszcze będzie potrafił je odtworzyć – wszak pamięć dziecka jest ulotna… Vasile rozpoczyna wyścig z czasem i wraz z Marianne Augresse, komendantką policji, stara się rozwikłać tajemnicę chłopca, bo gdzieś w głębi serca, wbrew rozsądkowi i faktom, zaczyna mu wierzyć…

Przede wszystkim bardzo podoba mi się pomysł Bussiego – oparcie fabuły na wspomnieniach dziecka, dziwna przytulanka, z którą Malone nigdy się nie rozstaje, a która staje się symbolem całego zła (naprawdę rewelacyjny zabieg!), zastanawiające zachowanie jego ojca i tajemnice matki – to wszystko sprawia, że od samego początku historia jest intrygująca. Równolegle Marianne Augresse prowadzi śledztwo w sprawie brutalnego napadu i usiłuje złapać jednego z bandytów, który stale wymyka jej się z rąk. Ten wątek również trzyma w napięciu, może nawet bardziej, niż ten wiodący, z Malonem. Jak można się domyślać, w pewnym momencie oba wątki splotą się i doprowadzą do emocjonującego finału. I wszystko byłoby w porządku, gdyby nie…

…wykonanie. Moim zdaniem ciekawy pomysł w przypadku tej powieści ugiął się, niestety, pod niezbyt dobrym warsztatem pisarskim Autora. Gdy zerknąłem na różne recenzje i portale książkowe, zobaczyłem, że „Mama kłamie” dostaje całkowicie rozbieżne oceny. Niektórzy twierdzą, że to wybitna książka, i dają jej 8, czasem nawet 9 na 10 gwiazdek, inni z kolei są zupełnie zawiedzeni. Ja stoję gdzieś pośrodku stawki, a to chyba najgorsza pozycja, bo nie do końca wiem, co myśleć. Pomysł Bussiego był taki, żeby przedstawić historię możliwie jak najbardziej z perspektywy dziecka, stąd dopasowany do takiej koncepcji język, nazwiska bohaterów („Augresse”, „Dragonman”, „Lechevalier”) i historyjki opowiadane chłopcu przez pluszowego misia, które przeplatają główny wątek fabularny. Niestety wszystko to jest mało wyrafinowane i dość niezdarne, efektem czego nie czułem się „wciągnięty” w historię, chwilami wręcz mnie trochę nudziła. A szkoda.

Plusem z pewnością są wątki psychologiczne, bo wiecie, że to dla mnie zawsze interesujące. Autor przez wypowiedzi Dragonmana przybliża nam psychikę małego dziecka, tajemnice rozwoju ludzkiej pamięci i dość zgrabnie wykorzystuje to w powieści, a w połączeniu z rozwiązaniami fabularnymi tworzy zgrabną i zwartą całość. Do zarzutów o przewidywalność powieści nie odniosę się tutaj, bo ja rozwiązania się nie domyśliłem – a przynajmniej do pewnego momentu. Jeśli chcecie, musicie sami przekonać się, jak będzie w Waszym przypadku!

Podsumowując, „Mama kłamie” na pewno nie jest jednym z najlepszych kryminałów, jakie czytałem i nie do końca trafił w moje gusta – pewnie nie wrócę już do książek Bussiego. Myślę, że gdyby Autor jeszcze trochę popracował nad tekstem, mogłaby wyjść z tego jeszcze lepsza powieść. Ja mam z francuskimi pisarzami kryminałów bardzo dobre doświadczenia (wiecie jak uwielbiam Bernarda Miniera i jego thrillery!), więc mimo wszystko cieszę się, że mogłem skonfrontować się z prozą Bussiego. Gdybyście zastanawiali się, po którego z tych pisarzy sięgnąć, ja niezmiennie polecać będę Miniera, ale patrząc na to, ile pozytywnych recenzji zbiera „Mama kłamie”, może powinniście spróbować sami…? Poczytajcie inne opinie, zastanówcie się, czy to coś dla Was, a jeśli przeczytacie, koniecznie dajcie znać, jak Wam się podobało, bo chętnie wysłucham Waszego zdania.  

Za możliwość przeczytania książki bardzo dziękuję Wydawnictwu ŚwiatKsiążki.

Do usłyszenia niebawem! 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz