Oto subiektywny blog i videoblog literacki! Kto czyta, żyje podwójnie, więc dlaczego nie korzystać z tej szansy? Zapraszam na wspólną podróż do świata literatury! :)

środa, 6 kwietnia 2016

"Zaginięcie" + "Rewizja" - Remigiusz Mróz [Recenzja 44.]

Za oknem wiosna, a tu Mróz znowu zaatakował! Ale Mróz inny, bardzo zaskakujący – a mowa oczywiście o „Rewizji”, czyli trzecim tomie cyklu o bezwzględnym duecie prawniczym Chyłka&Oryński. Jeśli chcecie się dowiedzieć, co u nich nowego, zapraszam dalej… :)


Najpierw jednak kilka słów o „Zaginięciu”, bo po pierwsze, nie opowiadałem o nim, a po drugie to się przyda w dalszej części recenzji. W drugim tomie cyklu prawniczego Remigiusz Mróz serwuje nam niezwykle interesującą sprawę – z domku letniskowego ginie małe dziewczynka, a wszystkie ślady (a właściwie brak śladów) wskazują, że sprawcami są rodzice. Jak łatwo się domyślić, obrony państwa Szlezyngierów podejmują się prawnicy z kancelarii Żelazny & McVay, sprawa wcale nie jest taka prosta – Chyłka z plączącym jej się pod nogami Kordianem stoczy brawurową walkę z prokuraturą i… samą sobą. To doprowadzi do interesujących wydarzeń, świetnym ich podsumowaniem jest zdanie: „Chyłka kontra Oryński”, które znajdziemy na okładce „Rewizji”, czyli tomu trzeciego. 

W tej powieści nasi prawnicy po raz pierwszy stają po przeciwnych stronach barykady. Joanna Chyłka po ciężkich przejściach, i, można powiedzieć, nieświadomie, podejmuje się obrony Roberta Horwata, Roma oskarżonego o zgwałcenie i zamordowanie żony i córki. Dlaczego Kordianowi zależy na czymś dokładnie odwrotnym? Będziecie musieli sami się o tym przekonać, czytając „Rewizję”, ale powiem jedno – dzieje się!

Dzisiaj jednak nie będzie w samych superlatywach, bo przyznaję się bez bicia, że tom trzeci podobał mi się, jak na razie, najmniej. To trochę tak, jakby po rewelacyjnym, wgniatającym w fotel „Zaginięciu”, Autor troszeczeczkę przystopował, a „Rewizję” nazwałbym już nie tyle thrillerem prawniczym, a powieścią obyczajową z morderstwem w tle. To absolutnie nie oznacza, że ta książka mi się nie podobała! Uwielbiam styl Mroza i na pewno sięgnę po każdą powieść, którą napisze. Po prostu czasem tak bywa, że gdy dostajemy coś innego niż to, czego oczekiwaliśmy, jesteśmy zdezorientowani. I ja właśnie jestem zdezorientowany. Zmieszany, ale nie do końca wstrząśnięty, parafrazując klasyka.

„Rewizja” to książka zupełnie inna niż pozostałe powieści Mroza. Porusza sporo tematów społecznych, przede wszystkim tolerancji względem mniejszości romskiej. Autor przyzwyczaił nas do wartkiej akcji, fabuły naładowanej wydarzeniami i zwrotami akcji, brutalnych morderstw. „Rewizja” jest „spokojniejsza”, tu czas płynie wolniej, a sama sprawa kryminalna pozostaje troszeczkę w cieniu. Fabuła dotyka jeszcze innego problemu społecznego, o którym nie chcę mówić, żeby niczego Wam nie zdradzać, powiem tylko, że Autor poniewiera Chyłką tak, że aż mnie coś w środku bolało. No właśnie, Chyłka… przyznaję, że dla mnie to ona jest główną atrakcją tego cyklu. Remigiusz Mróz ma niezwykły talent do kreowania bohaterów – Bronek, Obelt, Forst, a w końcu Chyłka – najjaśniejsza gwiazda w tym panteonie. Ja ją po prostu uwielbiam, o czym dobrze wiecie, i to się na pewno nie zmieni – Joanna kradnie cały show, i fabuła fabułą, morderstwa morderstwami, ale dajcie mi Chyłkę w książce, i mi już niczego nie potrzeba. No cóż… nie mogę się doczekać, co będzie dalej!

Podsumowując – Mróz w formie, ale w innej. Trochę bardziej społecznie, trochę bardziej refleksyjnie. Trochę bardziej do pomyślenia. Ci, którzy kochają Chyłkę i/lub Zordona, na pewno się nie zawiodą. Zakończenie znów boli, bo tym razem Autor sięga po naprawdę potężny kaliber. Trochę się boję co będzie dalej… ale i czekam z niecierpliwością. Ogólne wrażenia po lekturze? Pozytywne, w końcu to jednak wciąż Mróz! Dobrze było wrócić do prawniczego świata i nie mogę się doczekać, aż znów będę miał taką okazję. A jeśli jeszcze Wam mało, zapraszam TUTAJ, gdzie będzie mogli wysłuchać mojej recenzji w formie wideo.




Za egzemplarz recenzencki bardzo dziękuję Wydawnictwu Czwarta Strona.

Dzięki, że byliście ze mną w kolejnej recenzji i do zobaczenia wkrótce, J. 

wtorek, 5 kwietnia 2016

Fantastyczny Poniedziałek: "Wiedźmy z Savannah" - J.D. Horn + KONKURS [Recenzja 43.]

Witajcie, moi Drodzy, w kolejnym Fantastycznym Poniedziałku, w recenzji nie jednej książki, a całej trylogii, i to trylogii z gatunku Young Adult, o czym uprzedzam z góry. Mimo wszystko jednak chcę Wam o tej serii opowiedzieć, bo myślę, że miłośnikom gatunku, wiedźm, tajemniczych mocy i mrocznej magii seria ta na pewno przypadnie do gustu. A w dodatku w dzisiejszym filmie na kanale ogłaszam konkurs, więc warto najpierw zapoznać się z recenzją – a nuż zapragniecie przeczytać cykl J.D. Horna „Wiedźmy z Savannah”? Zapraszam.


Mercy to zwykła dziewczyna z Savannah, za to jej rodzina absolutnie nie jest „zwykła” – w żadnym tego słowa znaczeniu. Ród Taylorów to jedna z dziesięciu rodzin wiedźm strzegących granicy, magicznej bariery oddzielającej nasz świat od świata starożytnych demonów. Gdy kotwicząca rodu, a ciotka głównej bohaterki, Ginny, zostaje brutalnie zamordowana, zjednoczone rody muszą wybrać nowego kotwiczącego. Oczywistą kandydatką zdaje się być Maisie, siostra bliźniaczka Mercy. Jednak sytuacja się komplikuje… tajemnice się piętrzą, na jaw wychodzą z dawna skrywane tajemnice i potworności ukryte w mrocznych zaułkach Savannah. Co kryją Taylorowie? Czym jest granica? Co knują trzy zbuntowane rody wiedźm? Tego dowiecie się, sięgając po cykl „Wiedźmy z Savannah” – „Ród, „Źródło” oraz „Pustkę”. 

Zacznijmy od tego, czy rzeczywiście „Wiedźmy z Savannah” to cykl dla ludzi młodych? Przede wszystkim tak. Ta książka jak mało która pasuje do określenia Young Adult, ponieważ główne bohaterki mają po dwadzieścia lat. Z drugiej strony, w cyklu znajdziemy kilka ostrych scen, trochę seksu, całkiem dużo krwi, a oś fabuły opiera się na tajemnicach rodzinnych – zdradach, miłości, przywiązaniu. Ukazuje, jak ważna jest rodzina, wartości, które pielęgnujemy, współdziałanie w rozwiązywaniu problemów. Powiedziałbym zatem, że ten cykl to po prostu dobra lektura dla fanów fantastyki – jeżeli tylko nie będziecie oczekiwać tu Tolkienowskiej epickości, a lekkiej, niezobowiązującej lektury, nie powinniście być zawiedzeni.

Mocne strony? Przede wszystkim bohaterowie. Nie wszyscy, ale znajdziemy  tym cyklu kilka perełek z Matką Jilo Wills, czarnoskórą szamanką hoodoo na czele. To ona jest bezdyskusyjnie moją ulubioną postacią cyklu od pierwszej sceny, w której wystąpiła. Podobnie Oliver, wujek naszej głównej bohaterki, to facet tak sympatyczny, że nie sposób go nie lubić. Jeśli chodzi o Mercy i Maisie, to dziewczyny chwilami bywają niezdecydowane, lekko irytujące i… rozchwiane emocjonalnie, delikatnie rzecz ujmując, ale to chyba przywilej takich bohaterek. Generalnie czytanie o ich perypetiach daje dużo frajdy i jest niezwykle wciągające.

Kolejnym mocnym punktem cyklu Horna bez wątpienia jest fabuła po prostu  n a j e ż o n a  zwrotami akcji – chwilami miałem wrażenie, że jest ich nawet za dużo, szczególnie w tomie drugim. W tym cyklu nigdy nic nie wiadomo, to że ktoś umarł, wcale nie oznacza, że nieżywy pozostanie, wróg może okazać się przyjacielem, a świat, który wydaje się tak realny… No cóż. :) Nic Wam nie powiem, sami musicie się dowiedzieć. :) tak czy inaczej jednak miłośnicy „plot twistów” będą zachwyceni! Na uwagę zasługuje również fakt, że „Wiedźmy z Savannah” to cykl świetnie przemyślany – od pierwszego do ostatniego tomu, przy czym ten trzeci jest, moim zdaniem, zdecydowanie najciekawszy. Autor naprawdę miał pomysł na ten cykl i dobrze go wykorzystał, a że nie jest to „arcydzieło światowej literatury” – no cóż. Nie każda książka musi być arcydziełem, prawda? :)

Jeżeli zachęciłem Was do sięgnięcia po cykl J.D. Horna, koniecznie zajrzyjcie do mojego filmu – TUTAJ. Znajdziecie tam również konkurs, w którym do wygrania jest tom pierwszy cyklu – „Ród”. Powodzenia!




Za możliwość przetłumaczenia i zrecenzowania cyklu dziękuję Wydawnictwu Feeria.

Do usłyszenia następnym razem! J. 

poniedziałek, 4 kwietnia 2016

Bazgrołki: interludium - "Twoja niezwykła podróż" - praca konkursowa

Moi Drodzy :)
Jakiś czas temu Wydawnictwo Sine Qua Non zaproponowało mi udział w konkursie, polegającym na pokolorowaniu przynajmniej jednej strony z ich najnowszej kolorowanki „Twoja niezwykła podróż”. Jako że kolorowanki dla dorosłych bardzo lubię, ochoczo się zgodziłem -  otrzymałem przedpremierowy egzemplarz do wzięcia udziału w konkursie. 100 miejsc z całego świata na 100 obrazkach do pokolorowania! Czyż to nie brzmi dobrze? :)
Ponieważ dziś mija termin oddania pracy, prezentuję Wam mój skończony obrazek. Zauważyłem, że ktoś na obrazku z „Wodospadem Iguazú” ktoś zapomniał o… wodospadzie :D. Postanowiłem to naprawić.


Pewnie kiedyś opowiem Wam o tej kolorowance w pełnoprawnym odcinku „Bazgrołków”, chciałbym jednak poczekać na pełną wersję kolorowanki, bo na razie mam egzemplarz przedpremierowy, a zdaje mi się, że on może mieć troszkę inny papier (sprawdzałem w księgarni i tak coś czuję), co jest baaardzo nie bez znaczenia (jak się okazuje)! Natomiast pełnoprawną wersję możecie już kupić na przykład TUTAJ. :)


Za możliwość wzięcia udziału w konkursie i egzemplarz recenzencki dziękuję Wydawnictwu Sine Qua Non

Ściskam i do następnego razu – J. 

piątek, 1 kwietnia 2016

Czytelnicze podsumowanie marca 2016

Witajcie, Moi Drodzy, nadszedł czas, by podsumować kolejny miesiąc! W marcu działo się baaaardzo dużo – pracowałem intensywnie jak nigdy wcześniej, dniem i nocą. Jeden weekend spędziłem w Warszawie, gdzie spędziłem czas z Pawłem z kanału P42, a potem były święta. Do tego na kanale pojawił się mój autorski TAG i nowa seria. I przy tym wszystkim udało mi się przeczytać – jak zazwyczaj – 7 książek! Powiem szczerze, że jestem z siebie dumny! :D A co przeczytałem? Już przypominam. :) Oczywiście linki do recenzji i filmów dołączam.

 
Luis Montero Manglano „Stół króla Salomona”
Niezwykle wciągająca powieść przygodowa, która trzyma w napięciu od pierwszej do ostatniej strony. Montero zaserwował nam całkiem wiarygodną historię i ciekawych bohaterów. Idealna książka na wieczór bądź dwa. Recenzja na BLOGU i VLOGU.




 
Amy Stewart „Dziewczyna z rewolwerem”
Książka, co  do której miałem duże oczekiwania, a która mnie bardzo zaskoczyła. Constance Kopp to arcyciekawa postać, a ta powieść to wstęp do intrygującej serii – mam nadzieję. Czegoś mi zabrakło, ale mimo wszystko polecam książkę miłośnikom literatury historycznej – a polecam na BLOGU i VLOGU.





Chelsea Cain „Unik”
Thriller, który umilił mi podróż do i z Warszawy. Chociaż książka porusza trudną tematykę, czyta się ją świetnie i bardzo szybko, a w dodatku zostaje z nami na jakiś czas. Z kolei Kick Lannigan to kolejna dobra kobieca bohaterka w tym miesiącu – czekam na kolejny tom! Recenzja na BLOGU i VLOGU.





Lindsey Stirling „Ostatni pirat na imprezie”
To wspomnienia, które tłumaczyłem – premiera książki 2 czerwca, ale już mogę Wam powiedzieć, że jest rewelacyjna! Kto jeszcze nie zna Lindsey Stirling, musi nadrobić zaległości – to niezwykła, utalentowana i ciepła osoba, a jej wspomnienia to potwierdzają! Opowiem Wam o niej więcej w okolicach premiery! :)


 
Samantha Shannon „Czas żniw” 
W końcu udało mi się przeczytać tę bestsellerową dystopię! Co więcej, naprawdę mi się spodobała, a światem przedstawionym jestem po prostu zachwycony. :) No i Peige – kolejna dobrze wykreowana bohaterka. Miłośnicy Young Adult i fantasy będą zachwyceni. Możecie posłuchać o niej na VLOGU i poczytać na BLOGU.




Francis Kilvert „Dziennik 1870-1879”
To jedna z bardziej odprężających lektur, jakie ostatnio czytałem. Razem z angielskim pastorem przeniosłem się do epoki wiktoriańskiej na zielone, angielskie pola, do urokliwej wioski. Bardzo interesujące wspomnienia dla miłośników literatury pamiętnikarskiej, a więcej na BLOGU i VLOGU.   




Remigiusz Mróz „Zaginięcie”
Przypomniałem sobie, dlaczego pokochałem Chyłkę… i dlaczego znienawidziłem Zordona :D Recenzja „Zaginięcia” i „Rewizji” już wkrótce, bądźcie czujni! :D 





Wynika z tego, że przeczytałem 3073 strony – i jestem z siebie dumny. :D
Jeśli zaś chodzi o inne filmy, to chyba wydarzeniem miesiąca było spotkanie z Pawłem z kanału P42, z którym nakręciliśmy da filmy – na moim kanale pojawił się Book Whispering Challenge, a kilka dni później udostępniłem vlog z dwóch dni mojego pobytu w Warszawie. Oba filmy przyjęliście z dużym entuzjazmem, z czego się bardzo cieszę :) Pojawił się też mój autorski Broadway Musicals Book Tag. Zacząłem też na kanale nową serię dotyczącą kolorowanek dla dorosłych, który również Wam się spodobał. W marcowym odcinku pokolorowałem obrazek ze „Strażników nocy” – do obejrzenia TUTAJ. Przedstawiłem Wam również TOP 5 Najczarniejszych Kobiecych Bohaterów Literackich. Natomiast jeśli chodzi o Fantastyczne Poniedziałki, to opowiedziałem Wam o „Blade Runnerze” Philipa K. Dicka i zaproponowałem kilka książek, od których warto rozpocząć przygodę z fantastyką. Uff, naprawdę się działo! :)


Book haul, czyli co do mnie przywędrowało w marcu?

O matko, po naprawdę spokojnych styczniu i lutym, marzec znów zasypał mnie rewelacyjnymi pozycjami, które z wyrzutem w okładkach patrzą na mnie z półek… Wśród książek recenzenckich perełkami były oczywiście długo wyczekiwana „Rewizja” Remigusza Mroza i „Dziennik” Kilverta, po którym spodziewałem się tyle dobrego. Korzystając ze wspaniałych promocji zrobiłem też zakupy w księgarniach internetowych, i w ten sposób do domu trafiły takie cuda jak „Shantaram” Gregory’ego Robertsa, „Pan Lodowego Ogrodu” Jarosława Grzędowicza czy „Marsjanin” Andy’ego Weira. Cudowna Karolina z bloga Tanayah Czyta przysłała mi „Morfinę” Szczepana Twardocha, przywędrowało też do mnie kilka nowości od Domu Wydawniczego REBIS, między innymi książki z nowej serii brazylijskiej czy „Opowieść o miłości i mroku” Amosa Oza. Pełen marcowy book haul znajdziecie w filmie, do którego link podaję niżej. :)


TBR, czyli zapowiedzi na kwiecień

Nowy miesiąc zapowiada się o wiele, wiele spokojniej – już zacząłem nadrabiać zaległości czytelnicze. Na samym początku miesiąca zobaczycie recenzję „Rewizji”, która dopiero co miała swoją premierę. W Fantastyczny Poniedziałek zaserwuję wam konkurs, a priorytetami czytelniczymi są teraz :Wigilijny psy” i kryminały retro od Wydawnictwa Oficynka. Podsumowując – szykuje się porcja naprawdę dobrej literatury!
Klikając TUTAJ, przeniesiecie się oczywiście na mój kanał, gdzie zobaczycie podsumowanie w formie vloga – wiem, że je lubicie! :D



I cóż mogę powiedzieć więcej, dziękuję Wam, że byliście ze mną w kolejnym miesiącu! Że jest Was coraz więcej, że piszecie, komentujecie, i „lajkujecie” i subskrybujecie. Tworzymy już razem fantastyczną społeczność, o jakiej nawet mi się nie śniło. :) Do zobaczenia w kwietniu, Kochani! J. 

wtorek, 29 marca 2016

"Dziennik 1870-1879" - Francis Kilvert [Recenzja 42.]

Rozpieszczam Wam notkami i filmami w tym tygodniu – mamy dopiero wtorek, a to już druga recenzja i na pewno jeszcze nie ostatnia! Tym razem mam dla Was znowu coś, czego jeszcze na u mnie nie było – dziennik. I to nie byle jaki dziennik, bo niezwykłe zapiski angielskiego pastora Francisa Kilverta z lat 1870-1879. Jeśli jesteście ciekawi, zapraszam dalej. :)

Aaa... po resztę zapraszam na stronę akcji Polacy nie gęsi i swoich autorów mają, bo to we współpracy z nimi recenzuję tę książkę! do recenzji przejdziecie klikając TUTAJ :)

A na wypadek, gdyby było Wam mało, zapraszam na filmik - TU


Do następnego razu! J. 

poniedziałek, 28 marca 2016

Fantastyczny Poniedziałek: "Czas żniw" - Samantha Shannon [Recenzja 41.]

Mam ostatnio wrażenie, że czas przelatuje mi od poniedziałku do poniedziałku – ledwo zrecenzowałem jedną książkę, już pora na kolejną. Dzisiaj opowiem Wam o powieści, na którą czekaliście, i o którą mnie pytaliście. Sam byłem ciekaw, jak mi się spodoba, i chociaż trochę to zajęło, w końcu przychodzę do Was z „Czasem Żniw” Samanthy Shannon. Zapraszam!

 
W świecie, w którym ludzie podzieleni są na ślepców i jasnowidzów, tym drugim nie jest łatwo – są prześladowani i unieszkodliwiani jako wynaturzone istoty. Dziewiętnastoletnia Peige Mahoney jest jasnowidzem i to obdarzonym rzadkimi zdolnościami: jest śniącym wędrowcem, osobą, która we śnie może odwiedzać senne krajobrazy innych. Ten dar pozwolił jej znaleźć zatrudnienie w podziemiu Sajonu Londyn. Jednak pewnego dnia Peige „wpada” i zostaje przetransportowana do Oksfordu, do tajnej kolonii karnej dla jasnowidzów prowadzonej przez rasę z innej planety, mrocznych Refaitów pod przewodnictwem Nashiry. Jej opiekunem zostaje w dodatku Naczelnik, wybranek krwi przerażającej władczyni. Jaką skrywa tajemnicę i dlaczego wydaje się być inny od swoich pobratymców? Jak Peige poradzi sobie w brutalnym, nowym świecie? Czy uda jej się oprzeć żądaniom Refaitów? Żeby się tego dowiedzieć, musicie przeczytać „Czas żniw”.

Sięgając po tę książkę wiedziałem jedynie, że jest o jasnowidzach, że nieprzeczytanie jej grozi fochem ze strony Anity z Book Reviews i że wszyscy się zachwycają. Ach, no i że to Young Adult. Wtedy zacząłem się obawiać, bo ja, jak wiecie, specjalnie za tym gatunkiem nie przepadam – ale! W przypadku „Czasu żniw” cechy YA mieszają się z cechami fantastyki na tyle dobrze, że tworzą razem stabilną konstrukcję niezagrażającą wybuchem (z mojej strony). Owszem, mamy tutaj miłosny trójkąt, ale taki wyważony, mamy młodą, wyszkoloną główną bohaterkę, ale sympatyczną, mamy antyutopię i system totalitarny, ale… no nie, mamy i już. Na to nic nie da się poradzić. :D Samantha Shannon serwuje nam jednak mimo wszystko smaczny kąsek. Dlaczego?


Przede wszystkim ze względu na przedstawiony na kartach tej powieści świat i „system magii”, z barku lepszego określenia. Brutalność Sajonu Londyn jest przejmująca, tak jak przejmujący jest los ludzi pod rządami Refaitów w Oksfordzie. Bardzo podoba mi się koncepcja jasnowidzenia, liczne klasy i podklasy jasnowidzów, które stworzyła Samantha Shannon, jednym słowem – jestem jak najbardziej na „tak” jeśli chodzi o świat, w którym przyszło żyć naszej Peige. No właśnie, skoro już mowa o Peige, to i ona jest kobiecą postacią nakreśloną z pomysłem. Mimo że odrobinę przewidywalna w działaniu, Peige to dziewczyna, którą da się lubić – charakterna, wytrwała, odważna. W dodatku nie jest przesadnie egzaltowana czy pretensjonalna, mimo że nosi w sobie niezwykły dar. Czytanie o jej przygodach było przyjemnością i chętnie spotkam się z nią znów w „Zakonie mimów”.

Wady tej powieści? Przewidywalność, ale to chyba domena gatunku Young Adult. Nie dostałem rewolucji, ale też jej nie oczekiwałem. Może jestem na tę powieść odrobinkę „za stary”? Mimo wszystko to naprawdę dobra powieść z bardzo dobrym pomysłem i rozumiem, dlaczego urzekła tak wielu młodych ludzi. Jak to gdzieś kiedyś przeczytałem, „Czas żniw” to typowy „page turner”, i z tym się zgadzam – przez książkę płynie się szybko, strona za stroną, rozdział za rozdziałem, i dla mnie kolejne tomy cyklu Shannon będą stanowiły miły, lekki przerywnik między poważniejszymi lekturami. Fanom fantastyki i fanom YA polecam zdecydowanie. :)

Jeśli jeszcze Wam mało zapraszam na vloga, o TUTAJ, gdzie znajdziecie tę recenzję w formie wideo. A za jakiś czas (niedługi) szykujcie się na mały „update” mojej opinii, w którym opowiem Wam o tomie drugim, czyli o „Zakonie mimów” – ta recenzja pojawi się na kanale. :)



Książkę zrecenzowałem we współpracy z Wydawnictwem Sine Qua Non.


Dzięki, że byliście, i do usłyszenia niebawem! 

piątek, 25 marca 2016

Bazgrołki: "Strażnicy nocy" [Recenzja 40.]

Witajcie w pierwszej recenzji w nowej serii! :) Na kanał i bloga zawitały „Bazgrołki” – moje „artystyczne impresje”, które głównie będą krążyć wokół kolorowanek dla dorosłych, mojego ostatniego mini-uzależnienia. Gdy mam czas, lubię usiąść wieczorkiem przy dobrej muzyczce i herbatce i pokolorować obrazek, dwa, ewentualnie siedem :D A dzisiaj opowiem Wam o „Strażnikach nocy”, przepięknej kolorowance od Wydawnictwa Nasza Księgarnia.



„Strażnicy nocy” to książka do kolorowania stworzona przez The 13th Sign utrzymana w „mrocznych”, gotyckich klimatach. Ilustracje, jak przyznają Autorki, Katarzyna Niemiro i Ajka Jabłońska, inspirowane są symbolizmem, mitami i elementami sztuki secesyjnej, i rzeczywiście widać to w ilustracjach do „Strażników nocy”. Boginie, pół ludzie i pół zwierzęta, ciekawa ornamentyka. Najbardziej podoba mi się to, że ilustracje dają olbrzymie pole do popisu – możemy zinterpretować je na wiele sposobów i pokolorować w różnej stylistyce. To daje naszej wyobraźni niezłe pole do popisu! „Strażnicy nocy” będą też świetni dla tych, którzy lubią, bądź chcieliby się nauczyć, kolorować postaci – niemalże na każdej ilustracji znajdziemy jakiegoś człowieka… lub przynajmniej potwora w ludzkiej skórze… to już musicie odkryć sami. :)


Jeśli chodzi o wykonanie, Nasza księgarnia postarała się tak jak w przypadku „Wysp” i „Inwazji bazgrołów” – gruby papier i jednostronny druk umożliwia kolorowanie farbami czy pisakami, a gruba tektura z tyłu – szkicowanie na kolanie czy w łóżku. Do tego korzystna cena i nic, tylko brać, kolorować i się relaksować! :)


Ja wybrałem sobie dziś jeden obrazek i pokolorowałem go z Wami – jeśli chcecie to zobaczyć, zajrzyjcie do filmiku na kanale – kliknijcie TUTAJ, żeby się do niego przenieść. Efekt mojej twórczości macie natomiast po lewej. :) Mam nadzieję, że się podoba!


Koniecznie dajcie mi znać, jak podobał Wam się film i pomysł na nową serię! A jeśli macie pytania, pomysły na filmy albo jakieś wyzwania związane z rysowaniem i kolorowaniem – śmiało! Czekam na propozycje w komentarzach! Do usłyszenia następnym razem <3 J.