Oto subiektywny blog i videoblog literacki! Kto czyta, żyje podwójnie, więc dlaczego nie korzystać z tej szansy? Zapraszam na wspólną podróż do świata literatury! :)

czwartek, 12 maja 2016

Projekt Szekspir #1: "Shylock się nazywam" - Howard Jacobsen [Recenzja 54.]

Witam Was, moi Drodzy, w pierwszej recenzji z cyklu „Projekt Szekspir”. Z okazji przypadającej w 2016 roku 400. rocznicy śmierci Williama Shakespeare’a, Wielki Dramaturg został ogłoszony w literackim świecie patronem tego roku. Dlatego brytyjski wydawca Hogarth Press zwrócił się do kilku znanych pisarzy i pisarek z propozycją, by zreinterpretowali znane dramaty Shakespeare’a i stworzyli wspólnie serię wyjątkowych powieści. Chciałbym opowiedzieć Wam o nich wszystkich, a na pierwszy ogień pójdzie powieść Howarda Jacobsona „Shylock się nazywam” na podstawie „Kupca weneckiego”. Zapraszam!


Simon Strulovitch – kolekcjoner sztuki, Żyd, nieszczęśliwy mąż, ojciec. Jego chora żona, Kay, pozostaje niemal bez kontaktu ze światem, a córka schodzi na złą drogę i pomimo młodego wieku zaczyna umawiać się z mężczyzną prawie dwa razy starszym. Któregoś dnia na cmentarzu Strulovitch spotyka Shylocka, Żyda, którego znamy z dramatu Shakespeare’a – kierowany impulsem bohater zagaduje do Shylocka i zaprasza go do domu, czując, że być może z nim będzie mógł porozmawiać o nieszczęściach, jakie na niego spadły. Tak zaczynają ścierać się poglądy bogatego i nieszczęśliwego człowieka z poglądami bogobojnego Żyda, który kilka wieków temu nieomal wykroił chrześcijaninowi serce, a teraz stracił córkę. Do czego doprowadzi ich spotkanie? Na jakie próby zostanie jeszcze wystawiony Strulovitch? I czy uda mu się odzyskać zaufanie córki? Tego dowiecie się, gdy sięgniecie po powieść Jacobsona.

Przede wszystkim kilka słów wstępu, nie tylko do tej powieści, ale do całej serii „Projektu Szekspir” – przed bardzo trudnym zadaniem stanęli autorzy biorący udział w tej akcji. Można Shakespeare’a lubić bądź nie, ale nie można mu odebrać, że to jeden z największych dramatopisarzy wszechczasów – jego sztuki choć tak głęboko osadzone w tradycji literatury i Anglii, są ponadczasowe i zachwycają swoją aktualnością nawet dziś. Reinterpretacja tych sztuk to wielka sztuka – jak to zrobić, żeby powieści były ciekawe, żeby opierały się i odwoływały do dramatów, ale jednocześnie nie były wtórne, żeby było dobrze napisane i niosły za sobą wartość, ale nie były domorosłymi, pseudofilozoficznymi wynurzeniami w złym guście? Oto jest pytanie! Natomiast jeśli chodzi o samego Howarda Jacobsona, moim zdaniem udało mu się sprostać temu wyzwaniu. Dlaczego?

Widać, że Autor naprawdę dobrze przestudiował ”Kupca weneckiego”, a jednocześnie miał pewien pomysł na swoją powieść, skupił się bowiem na pewnych konkretnych postaciach i aspektach sztuki Shakespeare’a. Większość postaci z dramatu znalazło swoje odpowiedniki w powieści, ale Jacobsen kupił się szczególnie na postaci Shylocka – to on jest spoiwem łączącym dramat i powieść. Jednak o ile w dramacie to raczej „czarny charakter”, krwiożerczy chciałoby się powiedzieć Żyd, który proponuje Antoniowi straszny zakład, o tyle  tutaj jego postać przedstawiona jest o wiele ciekawiej, w wielu wymiarach. Jacobsen pogłębił psychologiczny profil tego bohatera ukazując go z nieco innej strony, niż zwykle na niego patrzymy. A to służy zagłębieniu się w dwa motywy przewodnie tej powieści.

Pierwszym z nich jest konflikt między Żydami a… resztą świata tak naprawdę, choć przede wszystkim chodzi o chrześcijan. Znacznie bardziej liberalne poglądy Strulovitcha, który choć za Żyda się już nie uważa, wciąż nie może wyzbyć się pewnych przekonać właściwych wyznawcom tej religii, stają naprzeciw tradycyjnych poglądów Shylocka. Mężczyzna ma ogromny żal i nosi w sobie gorycz za to, w jaki sposób traktowani są Żydzi, i w jaki lekceważący sposób został potraktowany on sam, gdy przed sądem oszukano go i ograbiono z majątku, a dodatkowo uniemożliwiono wyegzekwowanie lichwy w postaci serca Antonia. (Bo musicie wiedzieć, że Autor zagina czasoprzestrzeń, i Shylock czasem wydaje się być współczesnym wcieleniem Żyda z dramatu Shakespeare’a, a czasem tym samym wyciągniętym z mroków poprzednich wieków). Dlatego powieść ta przede wszystkich traktuje o tym, jak być miłosiernym Żydem, miłosiernym chrześcijaninem  w ogóle miłosiernym człowiekiem we współczesnym świecie. Jak koegzystować z ludźmi innej wiary i innych poglądów niż nasze, i jakie granice wokół siebie stawiać, by nie stać się śmiesznym człowiekiem walczącym o nic nie warte ideały.

Po drugie jednak książka Jacobsona to też opowieść o ojcostwie – o tym, jak być ojcem, jak rozmawiać z dziećmi, jakie stawiać im granice i co to znaczy być rodzicem we współczesnym świecie. Zarówno Shylock jak i Simon walczą z barierą międzypokoleniową – Shylock już przegrał, a wojna Strulovitcha wydaje się być z góry skazana na porażkę. Myślę, że ten wątek powieści szczególnie zainteresuje starszych czytelników, którzy być może odnajdą w nim jakieś sytuacje, które sami znają, a w rozterkach tych dwóch ojców odnajdą swoje własne. Już ze względu na ten wątek powieść „Shylock się nazywam” Wam serdecznie polecam.

Podsumowując – moje wrażenia po lekturze są bardzo dobre. Czytało się dobrze, sprawnie, książka napisana pięknym językiem i z pomysłem, a inspiracja Shakespeare’em widoczna, ale nie narzucająca się i natrętna. Jeżeli nie lubicie długich dysput o religii i miłosierdziu (które ktoś mógłby pewnie nazwać „pseudofilozoficznym bełkotem”, z czym się absolutnie nie zgodzę), to raczej po tę książkę nie sięgajcie. Moim zdaniem jednak warto. Ale trzeba pamiętać o tym (i to chyba dotyczyć będzie całej serii „Projektu Szekspir”), że książki tej nie pisał Shakespeare, ale Howard Jacobson według własnego pomysłu i bez niczyjej pomocy – i wtedy dużo łatwiej jest ją dobrze odebrać. I może nie jest to arcydzieło światowej literatury, ale myślę, że powieść mimo wszystko warta jest uwagi. A jeżeli chcecie posłuchać tej recenzji w formie vloga, zapraszam TUTAJ. :)




Za książkę dziękuję akcji Polacy nie gęsi i książki czytają

Do usłyszenia w następnej recenzji! :) 

poniedziałek, 9 maja 2016

"Podróż do Transylwanii" - Czingiz Abdułłajew [Recenzja 52.]

Witam Was w kolejnej recenzji na blogu! Dzisiaj coś zupełnie nowego – kryminał rodem z Azerbejdżanu. Mam dla Was recenzję jednej części długiego cyklu o agencie Drongo autorstwa Czingiza Abdułłajewa, który za granicą szybko stał się bestsellerowym autorem – teraz czas, by podbił Polskę! Zapraszam. :)


Do Rumunii z całego świata zjeżdżają eksperci od prawa narodowego, by wziąć udział w konferencji na temat wstąpienia Rumunii do strefy Shengen. Wśród zaproszonych gości znalazło się również dwóch ekspertów do spraw przestępczości, w tym nasz główny bohater, uznany na całym świecie śledczy - Drongo. Właśnie do niego zwraca się jeden z amerykańskich profesorów wyznając, że przed wyjazdem otrzymał dziwny list z pogróżkami. Został ostrzeżony, żeby nie przyjeżdżał do Rumunii, bo grozi mu niebezpieczeństwo. Okazuje się, że podobne listy dostali również inni uczestnicy konferencji. Gdy ginie jedna z kobiet, to, co każdy uznał za żart, zaczyna się ziszczać. Czy podążających śladem Drakuli uczestników konferencji rzeczywiście morduje słynny wampir? Kto stoi za zabójstwami? Przekonajcie się i sięgnijcie po „Podróż do Transylwanii”.

Przede wszystkim musze Was „ostrzec”, że to powieść od pierwszej do ostatniej strony naładowana polityką – to na wątku „politycznym” opiera się cała fabuła. Wiem, że wiele osób tego nie lubi, ale wierzcie mi, że w przypadku „Podróży do Transylwanii” ta polityka zupełnie nie przeszkadza. Nie trzeba być ani ekspertem od prawa międzynarodowego, ani prymusem na WoSie, żeby zrozumieć, o czym mowa, co i jak – jeżeli mówię to ja, to naprawdę tak jest. :D Dlatego właśnie wydaje mi się, że „Podróż do Transylwanii” to dobra książka by spróbować swoich sił w zmaganiach z takim „politycznym kryminałem” i sprawdzić, czy coś takiego nam odpowiada.

Co do głównego bohatera, czyli „superśledczego” Drongo, to naprawdę go polubiłem – to poukładany, fajny, inteligentny facet. Rozwiązanie zagadki zawdzięcza nie jakimś dziwnym zbiegom okoliczności, a przede wszystkim swojej inteligencji, a to bardzo lubię. Poza Drongo mamy tu jeszcze kilka ciekawych postaci, tak męskich, jak i kobiecych. Ponieważ grupa wybierająca się do Transylwanii składa się zaledwie z paru osób, wiadomo, że któraś z nich jest podejrzana – ludzie o różnych narodowościach i wyznaniach tworzą mieszankę wybuchową i ciekawie jest obserwować rodzące się między nimi sympatie i antypatie.

W dodatku w tej powieści nie tylko sporo jest polityki, ale też i samej Rumunii, historii, legend. Myślę, że rzadko teraz mamy okazję przeczytać powieść dziejącą się w tamtych stronach, zwłaszcza kryminał, więc choćby z tego powodu warto sięgnąć po „Podróż do Transylwanii”. Sporo można się z niej dowiedzieć o samej Rumunii, bo przy okazji podróży naszych bohaterów w głąb kraju poznajemy sporo faktów z jego historii. Mamy też możliwość dokładnie zapoznać się z legendą o Drakuli, bo bohaterowie niejako podążają jego śladem. To właśnie widmo przerażającego wampira buduje napięcie i nastrój w tej powieści i cieszę się, że Autor postanowił akurat tę historię odświeżyć i wykorzystać w swojej książce, i że tak dobrze mu się to udało. I chociaż muszę Was uprzedzić, żebyście nie spodziewali się nie wiadomo jak ambitnej lektury albo intelektualnej rozrywki na wiele godzin, to myślę, warto „Podróż do Transylwanii” przeczytać i przenieść się na jeden wieczór do ojczyzny Drakuli. Jeżeli Was przekonałem, zapraszam na kanał (TUTAJ), bo czeka na Was konkurs, a w nim do wygrania jeden egzemplarz tej powieści!



Za egzemplarz recenzencki i konkursowy bardzo dziękuję Domowi Wydawniczemu REBIS.

Do usłyszenia już wkrótce! :)

  

czwartek, 5 maja 2016

Zapowiedzi wydawnicze - maj 2016

Witam Was, moi drodzy, w zestawieniu majowych zapowiedzi wydawniczych. Naprawdę się obawiałem tego postu – maj oznacza targi książki, a targi książki oznaczają olbrzymią ilość premier. Nie przeliczyłem się – gdy zacząłem otwierać strony kolejnych wydawnictw lista rosła i rosła, a ja patrzyłem na nią z coraz większym przerażeniem. Kiedy to czytać?! Za co to kupić?! Zapraszam Was na – jak zwykle subiektywne – zestawienie najciekawszych książek, jakie zobaczymy na półkach księgarń w maju. Oczywiście po kliknięciu w nazwę wydawnictwa, przeniesiecie się na stronę wydawcy i do oficjalnej zapowiedzi każdej pozycji. Tam możecie przeczytać opis, a u mnie – mój komentarz. :)


Literatura piękna 



„Neposet” Agnieszka Osiecka 
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Data premiery: 17 maja 2016
Niepublikowana dotąd powieść Agnieszki Osieckiej, stanowiąca niejako wstęp do „Białej bluzki”, jednej z najbardziej znanych sztuk pisarki. W „Neposem” poznajemy żyjącą w Cambridge Martę, która, jak to bohaterki Osieckiej, staje się kanwą, na której pisarka tka opowieść o sobie samej, o swoich problemach, obawach, przejściach, przemyśleniach. Kto lubi wiersze i piosenki Osieckiej,  kto pokochał jej dramaty, ten pewnie powinien przeczytać i „Neposet” – ja zamierzam tak właśnie zrobić!


„Cień eunucha” Jaume Cabré
Wydawnictwo: Marginesy
Data premiery: 18 maja 2016
Ach, ten Cabré! To skandaliczne, że wciąż nie znam jego powieści! A tu kolejna premiera, kolejny tak bardzo zachęcający opis… Tym razem poznajemy młodego mężczyznę, życiowego nieudacznika, który musi zmierzyć się ze swoją przeszłością. I jeszcze ta muzyka, której wagę podkreśla się przy okazji każdej kolejnej powieści tego pisarza. Tym, którzy znają już twórczość Cabré, polecam „Cień eunucha”, a sam z niecierpliwością czekam, aż w moje ręce trafi „Wyznaję”, bo to od tej powieści zamierzam zacząć przygodę z katalońskim pisarzem.


„Klasztor” Zachar Prilepin
Wydawnictwo: Czwarta Strona  
Data premiery: 18 maja 2016
Egzemplarz recenzencki tej książki czeka już u mnie na półce i przyznam szczerze, że nie mogę się doczekać, aż zacznę tę powieść czytać. Literatura obozowa od lat mnie interesuje, lubię (jeśli można tak powiedzieć) tę tematykę. Na „Klasztor” czaiłem się, odkąd ukazała się zapowiedź – historia osadzona w klasztorze-więzieniu, na dalekiej wyspie na północy Rosji, porównanie do prozy Dostojeskiego i Manna, autor-skandalista – to brzmi jak mieszanka wybuchowa, która zaowocować może jedynie wybitną powieścią. Jak będzie? Przekonamy się już wkrótce.


„Ósme życie” Nino Haratischwili
Wydawnictwo: Otwarte
Data premiery: 18 maja 2016
Dopiero przed chwilą usłyszałem o tej powieści, ale już chcę ją przeczytać! Bolesna lekcja historii? Powieść osadzona na przełomie wieków o akcji dziejącej się w całej Europie? Saga rodzinna? No, to lubię! Do tego Wydawnictwo Otwarte, co oznacza, że powieść będzie dopieszczona w najdrobniejszych szczegółach. Chcę, chcę, chcę to przeczytać!


„Beatlesi” Lars Saabye Christiensen
Wydawnictwo: Literackie
Data premiery: 19 maja 2016
Mógłbym właściwie powtórzyć to, co napisałem przy “Cieniu eunucha” – to kolejna powieść znanego na całym świecie autora, bestseller, na który mam niesamowitą ochotę, choć twórczości tego pana jeszcze nie znam (czy wypada się do tego przyznawać?!). Znacie? Czytaliście? Ja zacznę od „odpływu”, bo jednak kusi mnie najbardziej, ale… kto wie, może następni w kolejce będą „Beatlesi”. Co prawda nie jestem fanem zespołu-legendy z Liverpoolu, ale historia nawiązująca do jego historii, korespondująca z muzyką, która zna chyba każdy… Może być świetnie. Kto ma ochotę?


„Miasto gniewu” Ryan Gattis
Wydawnictwo: Czarna Owca
Data premiery: 18 maja 2016
Ta powieść łączy w sobie elementy fikcji literackiej, literatury faktu i reportażu. Powieść napisana w oparciu o wydarzenia, które wstrząsnęły Los Angeles w 1992 roku, gdy uniewinniono policjantów oskarżonych o pobicie czarnoskórego chłopca. Mam ochotę przenieść się do Miasta Aniołów z tamtego czasu – czy uda mi się to za sprawą powieści Ryana Gattisa? Przekonamy się.


„Rzeka złodziei” Michael Crummey
Wydawnictwo: Wiatr od morza
Data premiery: 16 maja 2016
O Michaelu Crummey’u swego czasu było bardzo głośno, a to kolejna powieść tego autora w Polsce. Sukces odniósł dzięki powieściom „Dostatek” i „Sweetland” (które oczywiście czekają u mnie w kolejce), a w czerwcu autor będzie gościem Big Book Festivalu w Warszawie. „Rzeka złodziei” opowiada o podboju dziewiczej wyspy w zatoce Exploits, na której wciąż żyje garstka rdzennych osadników. Opis brzmi bardzo zachęcająco (hm, cóż za zaskoczenie…), więc niewykluczone, że i po tę powieść Crummey’a sięgnę. Kiedy? Ha, o to to już mnie nie pytajcie…


„Uczeń architekta” Elif Shafak
Wydawnictwo: Znak
Data premiery: 30 maja 2016
To powieść historyczna, która naprawdę wygląda zachęcająco! Mam nadzieję, że to nie kolejna książka powstała na fali zainteresowanie dworem sułtana Sulejmana, a coś naprawdę dobrego. Ja osobiście takie opowieści lubię, chłopiec, który z drobnego złodziejaszka zmienia się w wielkiego architekta? Okej, może trochę tandetne i oklepane, ale wciąż intrygujące. Do tego tłumaczenie Jerzego Kozłowskiego – z pewnością genialne, jak zawsze. Zobaczymy, zobaczymy… Ale to nie będzie mój pierwszy wybór w maju. ;)


„Cień góry” Gregory David Roberts
Wydawnictwo: Marginesy
Data premiery: 18 maja 2016
Kontynuacja bestsellerowego „Shantaramu”, który z wyrzutem patrzy na mnie z półki. Ostatnio kilka osób nieco mnie nastraszyło przed lekturą, ale i tak z pozytywnym nastawieniem sięgną po tę powieść, którą jedni uwielbiają, inni nienawidzą. Tymczasem Wydawnictwo Marginesy przygotowało już kontynuację – kto zna początek historii, może już poznać jej ciąg dalszy.


Kryminał, sensacja, thriller


„Trawers” Remigiusz Mróz
Wydawnictwo: FILIA
Data wydania: 18 maja 2016
Oczywista oczywistość! Jedna z najbardziej oczekiwanych przeze mnie premier, czyli trzeci tom cyklu o Wiktorze Forście. Jak Autor zamierza wybrnąć z tego, o narobił w poprzednim tomie? Nie mogę się doczekać, i jestem pewien, że zacznę czytać tę książkę jeszcze wracając z poczty… kto czytał „Przewieszenie” ten wie, jak bardzo czekam… Niechże ta książka już wyjdzie!


„Podróż do Transylwanii” Czingiz Abdułłajew
Wydawnictwo: Dom Wydawniczy REBIS
Data premiery: 4 maja 2016 
W chwili, gdy to pisze, jestem świeżo po lekturze i powiem Wam szczerze, że jestem zaskoczony… Nie tego się spodziewałem, ale mimo wszystko to była ciekawa lektura. Dużo polityki, intrygująca zagadka i realia Rumunii, jakich być może nie znacie… Recenzja już wkrótce.


Fantastyka

 
„Dziecko Odyna” Siri Pettersen
Wydawnictwo: Dom Wydawniczy REBIS
Data premiery: 17 maja 2016
Wiecie, że uwielbiam „te tematy” – Skandynawia, Wikingowie. Staram się pochłaniać wszystko, co się da w tej tematyce, a tu zapowiada się nowa, fantastyczna saga, do tego nagrodzona Fabelprisen 2014. Na pewno przeczytam, na pewno zrecenzuję i już nie mogę się doczekać! :D


Wspomnienia/listy


„Pani zyskuje przy bliższym poznaniu” Krystyna Janda, Katarzyna Montgomery
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka 
Data premiery: 17 maja 2016
Krystyna Janda to moja ukochana polska aktorka. Podziwiam ją od lat za to, jak gra, co robi dla polskiej kultury, jaka jest. A ta książka to prawie sześćset stron wywiadu z Nią – dla mnie nie lada gratka. Nie mogę się doczekać, aż przeczytam tę książkę i powiem Pani Krystynie na targach, jak bardzo ją lubię :D Ta książka to pozycja obowiązkowa, kupię ją na pewno. A Wy lubicie Krystynę Jandę? :)


„Listy niezapomniane. Tom II” Shaun Usher
Wydawnictwo: Sine Qua Non
Data premiery: 18 maja 2016
Pierwszy tom co prawda wciąż na mnie czeka, ale o drugim muszę Wam wspomnieć, bo wygląda równie zachęcająco! Kolejna porcja listów i notatek znanych ludzi, dzięki których możemy choć trochę podejrzeć ich życie prywatne, a to przecież każdy z nas bardzo lubi, zwłaszcza, jeśli list napisała nasza ulubiona aktorka czy artysta, którego podziwiamy. Na pewno zainteresuję się tomem drugim, gdy już przeczytam pierwszy.  


Uff, dobrnęliśmy do końca – duuużo tego, prawda? Osobiście jestem przerażony i trochę smutny, bo wiem, że większości tych książek w tym życiu nie przeczytam. Ale może chociaż część? Napiszcie koniecznie, czym Wy jesteście najbardziej zainteresowani!
I do usłyszenia wkrótce!








niedziela, 1 maja 2016

"Pruska zagadka" - Piotr Schmandt [Recenzja 51.]

Witam Was w piękne, niedzielne popołudnie! Chcę Wam opowiedzieć o książce idealnej na takie właśnie leniwe dni, na majówkowy odpoczynek, na chwilę wytchnienia z herbatą czy kawą i dobrym ciachem. Poznajcie inspektora Brauna, utalentowanego inspektora berlińskiej policji, który musi zmierzyć się z brutalnym mordercą z Wejherowa! Przed Wami „Pruska zagadka” Piotra Schmandta!


Rok 1901, Wejherowo. Do nadmorskiego, spokojnego miasteczka przyjeżdża Ignaz Braun, inspektor policji, który ma za sobą kilka głośnych spraw zakończonych ujęciem zbrodniarzy. Teraz ma pomóc w rozwikłaniu zagadki wyjątkowo brutalnego morderstwa gimnazjalisty Johanna Wendersa, które wstrząsnęło spokojną mieściną. Tajemnice się piętrzą, plotki krążą po mieście, a wzajemne oskarżenia rzucane przez mieszkańców utrudniają inspektorowi dotarcie do prawdy. Czy inspektorowi z pomocą wejherowskiej policji uda się odnaleźć mordercę? Jakie jeszcze tajemnice skrywa Wejherowo? I co Ignaz tam odnajdzie? Przekonacie się o tym, gdy sięgnięcie po „Pruską zagadkę”.

Muszę przyznać od razu, że to jedna z lepszych książek, które ostatnio czytałem, a już na pewno jeden  z lepszych kryminałów. Dawno tak dobrze się nie bawiłem przy lekturze i wcale nie miałem ochoty jej kończyć. Przede wszystkim ta cudowna atmosfera małego miasteczka z początku XX wieku, którą Autorowi udało się stworzyć, sprawiła, że ta powieść gwarantuje cudownie spędzony czas. Cofnąłem się o kilka lat, do czasu, gdy fascynowała mnie twórczość Agathy Christie – „Pruska zagadka” to kryminał zbudowany w oparciu o podobny schemat, co książki Królowej Kryminału, ale nie ma w nic wtórnego. To po prostu klasyczny kryminał retro – mała mieścina, mała społeczność, jedno morderstwo i śledztwo oparte na materiale dowodowym i inteligencji inspektora, który po prostu umie obserwować ludzi wokół. Zero latania z pistoletem, wrzasków, bijatyk, pościgów samochodowych – c u d o! A gdy nadchodzi czas rozwikłania zagadki, inspektor zaprasza wszystkich, którzy odegrali jakąś rolę w sprawie, i przeprowadza konfrontację z mordercą – rozwiązanie klasyczne, interesujące, trzymające w napięciu, a takie zapomniane w dobie zakończeń typu „pościgi i wybuchy”.

Niezwykle polubiłem też inspektora Brauna – to człowiek sympatyczny, poukładany, elegancki i dobrze wychowany. Dowodzi, że policjant nie musi być uzależniony od alkoholu czy narkotyków, żeby wzbudził sympatię, i żeby stał się nam bliski – klasyczna forma prowadzenia śledztwa zmusza Brauna do wędrówki po domach ludzi mieszkających w Wejherowie, rozmawiania, przyglądania się wszystkiemu i wszystkim wokół. To z kolei dało Autorowi sposobność do przedstawienia nam rzeczywistości tamtych czasów – i właśnie tym Piotr Schmandt kupił mnie w zupełności. Jestem absolutnie pod wrażenie plastyczności języka i opisów, dzięki którym naprawdę przemierzałem wejherowskie ulice razem z Ignazem Braunem. Wierzcie mi lub nie, ale jestem naprawdę dumny, że Polak potrafi napisać jeszcze powieść takim pięknym językiem, piękną polszczyzną, stworzyć atmosferę tamtych czasów tak wiarygodnie… Chapeau bas, panie Piotrze!

Jakby tego było mało, Wszystkie ni tylko na samej atmosferze się tutaj opiera. Piotr Schmandt jest absolwentem aż trzech kierunków: polonistyki, teologii i muzeologii. No, tak szerokie wykształcenie daje podstawy do zajęcia się pisarstwem! W prozie Schmandta widać wpływ każdego z tych kierunków, bo obrazy i rzeczywistość, które maluje słowem, są naprawdę realistyczne i wiarygodne. Wejherowo pod zaborami, starcie kultur, narodowości, religii, obyczajów. W Wejherowie Polacy mieszają się z Niemcami, katolicy z Żydami i ewangelikami, kupcy konkurują ze sobą o klientelę. Do tego obserwujemy narodziny współczesnych, znanych nam metod śledczych, jak chociażby wprowadzenie daktyloskopii, uczestniczymy w sekcji zwłok z tamtych czasów. No po prostu nie mam się do czego przyczepić, jestem absolutnie zauroczony! Piotr Schamndt w stu procentach trafił w moje gusta.

Oczywiście, „Pruska zagadka” to raczej nie literatura dla tych, którzy lubią wartką akcję rodem ze współczesnych, amerykańskich thrillerów, a opisy posiłków (naprawdę  d u ż o  opisów posiłków :D), pejzaży, strojów i obrzędów religijnych ich nudzą. Nie, to nie dla Was. Ale jeśli kiedyś zakochaliście się w powieściach Agathy Christie, ale z rozpaczą stwierdziliście, że wszystkie już znacie, jeśli uwielbiacie Sherlocka Holmesa, ale znacie jego przygody na pamięć, to sięgnijcie po serię z inspektorem Braunem. Będziecie zachwyceni! A jeśli jeszcze Was nie przekonałem, to może zrobią to peany, które pieję na vlogu – zajrzyjcie TUTAJ. :) Mam nadzieję, że szybko uda mi się sięgnąć po kolejne tomy tego cyklu, bo nie mogę się doczekać, by wrócić z Ignazem do Wejherowa, by rozwikłać kolejną zagadkę!




Za egzemplarz recenzencki powieści bardzo dziękuję Wydawnictwu Oficynka.

Do usłyszenia już jutro! :)  

"Pruska zagadka" - Piotr Schmandt [Recenzja 51.]

Witajcie, moi Kochani! Kolejny miesiąc minął w oka mgnieniu i trzeba go podsumować! Działo się napraaawdę dużo, przede wszystkim wyjazdy do Warszawy, gdzie przyglądałem się przygotowaniu Gazety Pisarzy, i do Wrocławia na spotkanie z Jo Nesbø (vlog z tych wypadów możecie zobaczyć TUTAJ). Udało mi się również być na dwóch spotkaniach autorskich zorganizowanych w Poznaniu przez Wydawnictwo Poznańskie: z Filipem Czekałą, autorem „Historii wartych Poznania”, oraz z Bergsveinnem Birgissonem, autorem „Czarnego wikinga. Od obu panów otrzymałem świetne autografy! Na vlogu udało się osiągnąć 1500 subskrypcji, a do tego 50000 odsłon kanału i 10000 odsłon bloga! Dziękuję! Wisienką na torcie jest pierwsze egzemplarz koszulki z moim logo – możecie zobaczyć ją we vlogowej wersji podsumowania. Będę wdzięczny za Wasze opinie – i dajcie oczywiście znać, czy bylibyście w przyszłości zainteresowani koszulkami z takim nadrukiem? A może też innymi gadżetami? Kubki? Przypinki? Dajcie znać, czy mam myśleć w tym kierunku! :)

Do tego wszystkiego miłym akcentem były nowe współprace recenzenckie – zaufały mi wydawnictwa Papierowy Księżyc, Czarna Owca, Literackie i REBIS. Jestem przeszczęśliwy i niezwykle mi miło. :) Dla Was oznacza to nie tylko więcej dobrej i różnorodnej literatury, ale też więcej konkursów – mam nadzieję.

Ale czas już przypomnieć sobie – i Wam – co w tym całym czasie przeczytałem, a przeczytałem dużo, bo aż dziewięć książek! Dziewięć naprawdę różnorodnych książek. Oczywiście linki do wszystkich recenzji znajdziecie przy każdej książce.




Remigiusz Mróz „Rewizja”
Wielki powrót Joanny Chyłki i (niestety) Kordiana Oryńskiego. Prawnicy po raz pierwszy stanęli po przeciwnych stronach barykady – co z tego wynikło, musicie przekonać się sami, powiem tylko, że chociaż według mnie to najsłabszy tom cyklu, to Mróz wciąż trzyma poziom. Moja recenzja na BLOGU i VLOGU.



Łukasz Orbitowski „Wigilijne psy i inne opowieści”
Moje pierwsze spotkanie z tym autorem – i jakże udane! Choć opowiadania zaliczane do horroru nie przeraziły mnie zbytnio, czytało się je świetnie – to mocne, męska, brutalna i wulgarna proza, jaką lubię. Polecam serdecznie dorosłym czytelnikom w recenzji na BLOGU i VLOGU.




Paulina Mikuła „Mówiąc inaczej” 
Recenzja tej książki przyjęła się najlepiej na moim kanale i zrobiła prawdziwą furorę. Dziękuję! A książka rzeczywiście jest świetna – Paulina z vloga „Mówiąc inaczej” podbiła Internet, a teraz podbija księgarnie. Ten poradnik językowy przyda się każdemu, kto chce poprawnie mówić i pisać po polsku, więc polecam go… wszystkim! Poczytajcie na BLOGU lub posłuchajcie na VLOGU.




Lois Duncan „Korytarzem w mrok”
Ta książka dla młodzieży została po latach odświeżona i wydana przez Wydawnictwo Czarna Owca. Ta skierowana do zdecydowanie młodszych odbiorców opowieść przypomniała mi lektury, które czytałem w okresie nastoletnim – to naprawdę, naprawdę dobra historia, dlatego jeżeli szukacie czegoś rozrywkowego z dreszczykiem na jeden wieczór – polecam! Recenzja na BLOGU i VLOGU.




Christian Jacq „Przeklęty grobowiec”
Starożytny Egipt, faraonowie i grobowce, a do tego czarnoksiężnik i zaklęty dzban. Ta opowieść daje nam możliwość przeniesienia się na jeden dzień o kilka tysięcy lat wstecz i odbycia fantastycznej przygody! Recenzja na BLOGU i VLOGU, oczywiście.




Rachel Abbott „Obce dziecko”
Och, jaki to dobry thriller! Przerażające dziecko, zemsta, i tragiczne w skutkach decyzje z przeszłości. Okazało się jednak, że to nie jest książka, o której można szybko zapomnieć – pogłębione portrety psychologiczne bohaterów odsłaniają najgorsze ludzkie instynkty i zmuszają do zastanowienia się, co sami zrobilibyśmy w podbramkowej sytuacji – chronilibyśmy siebie, czy naszych bliskich? Recenzja na BLOGU i VLOGU.




Amélie Nothomb „Zbrodnia hrabiego Neville’a”
Książka bardzo „dziwna”, zaskakująca i nietypowa, ale też intrygująca. Przepełniona ironią i groteską opowieść o pewnym arystokracie, który na przyjęciu musi dokonać morderstwa. Tylko kto byłby najlepszym celem? Wyboru pomoże mu dokonać najmłodsza córka. Recenzja na BLOGU i VLOGU.





Piotr Schmandt „Pruska zagadka”
Jeden z lepszych kryminałów, jakie czytałem. Osadzona w początkach wieku XX retro-opowieść o inteligentnym inspektorze Braunie i jego walce z mordercą z Wejherowa. Wspaniały klimat, cudowne opisy dawnego Wejherowa i intrygująca zagadka kryminalna. Dla miłośników kryminałów Agathy Christie i Arthura Conan Doyle’a – lektura obowiązkowa. Recenzja na BLOGU i VLOGU.





William Shakespeare „Kupiec wenecki”
Ponieważ niedługo w ramach „Projektu SZEKSPIR” będę recenzować powieść „Shylock się nazywam” Howarda Jacobsona, postanowiłem przypomnieć sobie oryginał. Jak to zwykle z Shakespearem bywa, dramat mi się podobał, co tu dużo mówić – klasyczna komedia Shakespeare’a, genialny język, słowne żarty i świetne tłumaczenie Stanisława Barańczaka. Świetnie się bawiłem. :)



Poza tym wszystkim, w ramach Fantastycznych Poniedziałków opowiedziałem Wam o cyklu „Wiedźmy z Savannach” J.D. Horna (na BLOGU i na VLOGU), ukazał się również kolejny odcinek Bazgrołków (TUTAJ) i odpakowałem jedną paczuszkę z Wydawnictwa Znak (TU).


Book haul


W kwietniu book haul, przyznaję, jest wielki – sam się tego nie spodziewałem. Kwiecień był miesiącem różnych okazji związanych z Dniem Książki, dlatego co nieco kupiłem, otrzymałem tez sporo książek recenzenckich. Perełkami tego miesiąca bez wątpienia są „Fatum i furia” Lauren Groff, „Klaśnięcie jednej dłoni” Rocharda Flanagana czy „czasomierze” Davida Mitchella, na które czaiłem się od dawna. Z radością sięgnę też po „Historię pszczół” Mai Lunde i „Klasztor” Zachara Prilepina, a z przeczytanych już przeze mnie książek hitem okazał się oczywiście poradnik Pauliny, czyli „Mówiąc inaczej”. Pełen stosik kwietniowy możecie zobaczyć w filmie – gorąco zapraszam. :) No i pochwalcie się swoimi najciekawszymi zdobyczami!


TBR, czyli plany na maj


Maj to przede wszystkim Warszawskie Targi Książki, których nie mogę się już doczekać! Wierzcie mi, ledwo mogę usiedzieć na miejscu, tak bardzo chciałbym już jechać do Warszawy! Ale najpierw czeka mnie cudowne zaczytanie – zacząłem miesiąc od „Podrózy do Transylwanii”, potem przyjdzie czas na powieść Howarda Jacobsona, a w Fantastyczny Poniedziałek ukaże się w końcu recenzja „Marsjanina”. A potem… a potem będą wspaniałe nowości, promocja pewnego cyklu szpiegowskiego i (prawdopodobnie duży) targowy book haul. Będzie się działo! Warto zostać ze mną! :)
Zapraszam oczywiście do filmu na kanale, którym to wszystko i jeszcze więcej – wystarczy, że klikniecie TUTAJ. :)


 Do usłyszenia wkrótce! :)